Poniższy tekst powstał w kontekście Stanów Zjednoczonych i bardzo mocno nawiązuje do historii i doświadczeń tamtego regionu. Nie jest więc możliwe pełne przeniesienie na kontekst europejski, jednak najważniejsze tezy wciąż pozostają w mocy.
Woods Ervin, Ricardo Levins Morales, Zola Richardson and Jonathan Stegall
Tłumaczenie na język polski za: https://forgeorganizing.org/article/fantasy-community-control-police/
***
Burza protestów wywołana zabójstwem George’a Floyda przez policję w Minneapolis miała historyczne znaczenie nie tylko ze względu na swoją skalę – w samych Stanach Zjednoczonych w protestach wzięło udział 15–20 milionów osób – ale także dlatego, że podważyła powszechnie przyjęte przekonanie, że policja jest niezbędnym filarem bezpieczeństwa publicznego. W obliczu stulecia nieudanych reform zniesienie policji stało się hasłem przewodnim walki z rasistowską przemocą policyjną.
Powstanie skłoniło samorządy lokalne, główne grupy reformatorskie i inwestorów do forsowania szeregu reform proceduralnych, które, jak twierdzą, mogą przywrócić policji jej rzekomo humanitarną misję. Są to te same reformy – nadzór cywilny, wymogi dotyczące miejsca zamieszkania, szkolenia w zakresie deeskalacji i zdrowia psychicznego, zatrudnianie osób z różnych środowisk – które od stu lat kończą się niepowodzeniem.
Jedna z propozycji zasługuje na szczególną analizę ze względu na jej popularność w kręgach lewicowych: kontrola policji przez społeczność. Propozycje dotyczące społecznej kontroli obejmują podział miast na lokalne okręgi policyjne, z których każdy ma lokalnie wybieraną radę społeczności (chociaż niektóre wersje przewidują losowo wybieraną radę). Każda rada wybierałaby jednego ze swoich członków do szerszej komisji. Organy te wspólnie nadzorowałyby politykę, budżet, zatrudnienie, szkolenia i dyscyplinę w departamencie policji.
Choć z pewnej perspektywy idea ta może wydawać się atrakcyjna, bliższe przyjrzenie się pokazuje, że koncepcja kontroli społecznej jest głęboko problematyczna. Opiera się na błędnym rozumieniu struktury i natury współczesnej policji. Poza tym jest ahistoryczna, czyli zakorzeniona w postulatach ruchów z wcześniejszego okresu, sprzed doświadczeń nowo wyzwolonych kolonii, które podważyły wiarę w możliwość „kontrolowania” represyjnych aparatów. Jest szczególnie podatna na kooptację, czyli zdolność systemu do przejmowania czy wchłaniania idei i rozwiązań. Próbuje zastąpić transformatywną wizję ruchu abolicjonistycznego biurokratycznym „rozwiązaniem”, które przekształciłoby liderki społeczności w administratorów policji. Dodatkowo zakłada, że rady społeczne będą wspierać progresywną agendę, a ponad to nie odnosi się do strukturalnych przyczyn kryzysu, przemocy i deprywacji w naszych społecznościach.
Zamiast walczyć o przejęcie i przekierowanie narzędzia władzy, nawołujemy do tego, by środki obecnie przeznaczane na działania policyjne inwestować bezpośrednio w inicjatywy społeczne, których podstawową misją jest pomoc, uzdrawianie i wspieranie ludzi, a nie ich kontrolowanie. Zamiast jednego, uniwersalnego planu, zniesienie [policji] otwiera przestrzeń, w której społeczności mogą wyobrażać sobie i budować świat skoncentrowany na ich potrzebach — z uwzględnieniem lokalnych tradycji kulturowych oraz już istniejących programów i zasobów.
Łatwość podważenia
Osoby opowiadające się za kontrolą społeczną policji zakładają, że wybierane (lub mianowane) instytucje tego typu będą z natury progresywne — co jest wątpliwym założeniem. Zasiadanie w takiej radzie byłoby atrakcyjną zdobyczą dla różnych, konkurujących ze sobą interesów, które krążą wokół każdego organu publicznego: środowisk wspierających policję, politycznych strażniczek dostępu i oportunistów, a także aktywistek społecznych o rozmaitych orientacjach. Jazmine Salas z Chicago Alliance Against Racist and Political Repression argumentowała, że komisje można utrzymać przy misji sprawiedliwości społecznej, wymagając (jak w chicagowskiej wersji planu), aby kandydaci mieli „dwuletnie doświadczenie w pracy na rzecz praw obywatelskich i sprawiedliwości społecznej”. The Next System Project twierdzi z kolei: „zadanie ‘kwalifikowania’ członkiń społeczności do zasiadania w radzie przypadnie organizacjom sprawiedliwości społecznej”. Wymaganie od osób kandydujących zgodności z określoną linią polityczną nie stanowi wiarygodnej podstawy dla publicznego organu administracyjnego. Każda osoba politycznie aktywna w społecznościach PoC [red. People of Color – osoby nienależące do białej większości krajów uprzywilejowanych, doświadczające strukturalnego rasizmu] – niezależnie od poglądów – może powoływać się na hasła praw obywatelskich i sprawiedliwości. Jak pokazuje system ławniczy, samo pochodzenie ze społeczności oraz bezpośrednie doświadczanie dyskryminacji i nękania przez policję nie chroni automatycznie przed uwewnętrznieniem wieloletniej edukacji propolicyjnej, przekazów medialnych czy skutków braku realnej infrastruktury bezpieczeństwa publicznego. W efekcie pojawia się kryzys wyobraźni, który sprawia, że wiele osób najbardziej dotkniętych nieskutecznymi reformami i nadmiernym nadzorem policyjnym zaczyna domagać się jeszcze większej kryminalizacji i surowszego karania osób marginalizowanych i wysiedlanych.
Kolejne wątpliwe założenie leżące u podstaw propozycji kontroli społecznej dotyczy kwestii władzy. Reformy, które takie rady miałyby wprowadzać — takie jak obowiązek zamieszkiwania przez funkcjonariuszy w rejonie miejsca pracy, większy dostęp opinii publicznej do dokumentów, lepsze szkolenia, bardziej selektywna rekrutacja, większa różnorodność w szeregach policji czy cywilny nadzór nad dyscypliną policyjną — nie są niczym nowym. Tym, co ma odróżniać kontrolę społeczną, według jej zwolenników, jest to, że rady te miałyby realną władzę egzekwowania reform. Jednak formalna władza w polityce miejskiej znaczy niewiele. Burmistrzowie i rady miast już teraz mają formalne kompetencje w zakresie budżetów policyjnych oraz — bezpośrednio lub pośrednio — celów i polityki wewnetrznej policji, lecz w praktyce od lat 80. nie sprawują nad nią rzeczywistej kontroli. Faktyczna władza wykonywana „w terenie” znajduje się w rękach departamentów policji i szeregowych funkcjonariuszy, wspieranych przez organizacje policyjne, takie jak Fraternal Order of Police. Elity polityczne dominujące w samorządach miejskich — w tym deweloperzy, branża hotelarska, banki czy właściciele klubów sportowych — wyraźnie wspierają taką formę policji, która służy ich interesom.
Wybrani urzędnicy mogą uważać, że to oni sprawują kontrolę, lecz szybko przekonują się, że jest inaczej, gdy tylko próbują to sprawdzić w praktyce. Po zabójstwie George’a Floyda, Rada Miasta Minneapolis ogłosiła na przykład zamiar rozwiązania policji i zastąpienia jej nowym departamentem bezpieczeństwa publicznego. Inicjatywa ta została jednak sparaliżowana przez spowolnienie działań ze strony policji, naciski środowisk biznesowych oraz blokowanie procesu przez miejską komisję statutową. Policja i jej zaplecze przygotowały działania wyborcze mające na celu usunięcie wszystkie osoby zasiadające w radzie. W jaki sposób władze miejskie — których wsparcie byłoby niezbędne do powołania rad kontroli wspólnotowej – miałyby przekazać im poziom władzy, którego same w praktyce nie posiadają?
Kontrola społeczna zakładałaby powołanie organów nadzorczych, których skład zmieniałby się w czasie (niezależnie od sposobu wyboru osób członkowskich), podczas gdy sama struktura policji pozostałaby nienaruszona. To element mechanizmu, który sprawia, że współczesna policja – wraz ze swoim „sekretnym orężem” w postaci związków policyjnych, funkcjonujących poza realnym nadzorem publicznym – dysponuje większą siłą niż burmistrzowie, rady miast czy komendanci, którym formalnie podlega. The Next System Project twierdzi: „Losowo obsadzane miejsca w radzie, regularnie odnawiane, czynią podważenie procesu demokratycznego praktycznie niemożliwym”. Jednak stały napływ niedoświadczonych członkiń społeczności nie przekłada się na realną władzę nad ugruntowaną instytucją, która od lat skutecznie osłabia reformy, ogranicza nadzór i manipuluje opinią publiczną w celu ochrony własnych wpływów. W propozycjach kontroli społecznej nie ma niczego, co zmuszałoby policję do porzucenia tych sprawdzonych strategii.
Jeśli twoim głównym żądaniem będzie wprowadzenie procesu selekcji do nowego aparatu administracyjnego, nie będziesz w stanie nic zrobić, jeśli zostanie on przejęty lub zlikwidowany przez osoby sprzeciwiające się twoim celom.
Błędna analiza
Gdy w latach 60. zaproponowano projekt kontroli społecznej (a na początku lat 70. do tej idei powróciła Partia Czarnych Panter), departamenty policji pozostawały jeszcze pod kontrolą władz miejskich, często zarządzanych przez skorumpowane polityczne układy. Pomysł podporządkowania policji lokalnym społecznościom był wówczas radykalny, ponieważ podważał kolonialny model funkcjonowania policji.
Częściowo w odpowiedzi na bojowe ruchy tamtych lat system policyjny przeszedł kilka etapów restrukturyzacji. Dziś departamenty policji są jednym z elementów silnie zintegrowanej sieci zdominowanej przez regionalne centra fuzji danych (fusion centers), prywatne firmy ochroniarskie, Departament Bezpieczeństwa Krajowego, agencje federalne takie jak FBI, DEA, NSA, TSA i ICE, gigantyczne korporacje gromadzące dane oraz agresywnie rozwijający się przemysł technologii i sprzętu policyjnego. Dodatkowe jednostki policji o „specjalnej jurysdykcji” funkcjonują w parkach i systemach transportu publicznego, na uniwersytetach oraz na lotniskach. To właśnie policyjne wykorzystanie „big data” – od oprogramowania do rozpoznawania twarzy, przez monitorowanie mediów społecznościowych, po elektroniczne bransolety – stanowi dziś centrum realnej władzy tego systemu.
Część osób popierających kontrolę społeczną marzy o rozbiciu policji na mniejsze jednostki, które miałyby odrodzić się jako lokalne formacje obrony społecznej. Trudno jednak wyobrazić sobie, w jaki sposób miałoby się to dokonać, skoro punktem wyjścia byłyby dzisiejsze, rasistowskie struktury policyjne, czyli jedno z podstawowych narzędzi kontroli społecznej w tym systemie. Abolicjonistki mówią, że jeśli w danej społeczności potrzebne są organizacje obrony społeczności, należy je po prostu tworzyć oddolnie. Natomiast wprowadzanie społeczności w bliską współpracę z policją z większym prawdopodobieństwem odda nas w jej ręce, niż doprowadzi do przejęcia nad nią kontroli.
Czyja społeczność?
Kontrola społeczna jest przedstawiana jako sposób, by społeczności Czarne, rdzenne oraz inne społeczności PoC mogły podporządkować uzbrojoną obecność policji lokalnej kontroli. Co jednak miałoby to oznaczać w praktyce? Uniwersalne rozwiązanie stosowane jednakowo wszędzie obejmowałoby również tysiące okręgów z przewagą ludności białej, w których zorganizowana (lub milcząco akceptowana) dominacja białych mogłaby być podtrzymywana, znajdując sojuszników w istniejących departamentach policji. Wiele z tych jednostek mogłoby funkcjonować bez większych zmian. Jak zauważa Max Rameau z Pan-African Community Action, każdy okręg mógłby zagłosować za „zachowaniem dotychczasowego departamentu policji lub utworzeniem własnego”.
Gdzie jest program?
Osoby opowiadające się za kontrolą społeczną chętnie twierdzą, że abolicjonizm jest hasłem pozbawionym programu. To dalekie od prawdy. Ruch abolicjonistyczny od początku definiował policję jako integralny element systemu rasowego i klasowego, którego ma ona strzec. Policja w USA została powołana do podtrzymywania Czarnej podklasy, zapewniania wykluczenia ludności rdzennej oraz egzekwowania posłuszeństwa całej siły roboczej. Może zostać zdemontowana jedynie jako część procesu transformacji społecznej. Abolicjonizm stanowi zatem bezpośrednie wyzwanie wobec systemu wyzysku, którego istnienie policja umożliwia. Postulat pośredni, jakim jest odebranie policji finansowania (defund the police), zakłada przekierowanie tych środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb społeczności. Plan obejmuje inwestycje w stabilne mieszkalnictwo, edukację, zdrowe i czyste środowisko, dostępne i godne wsparcie w obszarze zdrowia psychicznego oraz programy zapobiegania przemocy, interwencji i transformowania warunków, które do niej prowadzą.
W ten sposób abolicjonizm – czyli zniesienie – zaczyna odpowiadać na kryzysy finansowe i emocjonalne, wobec których policja oferuje jedynie karę. Uwydatniając powiązania między nękaniem policyjnym, przemocą a innymi problemami wpływającymi na życie ludzi, budujemy naturalne sojusze na rzecz głębokich zmian społecznych, których pilnie potrzebujemy.
W modelu kontroli społecznej poziom finansowania policji pozostawałby w rękach rad, których orientacja polityczna mogłaby być bardzo różna. Bez programu mierzącego się z systemową niesprawiedliwością „policja kontrolowana przez społeczność” byłaby pozostawiona sama sobie z zadaniem zarządzania skutkami systemu, który wytwarza niedostatek i kryzys.
Pierwszy krok?
U podstaw propozycji kontroli społecznej leży założenie, że policję można odciągnąć od jej historycznej misji poprzez odpowiednie zarządzanie.
„Nie można znieść, jeśli najpierw nie przejmie się kontroli” — twierdzi lider ruchu kontroli społecznej Frank Chapman. Jak argumentuje profesor Georgetown University Olufemi O. Taiwo, „nic nie stoi na przeszkodzie, by społeczność zwolniła wszystkich funkcjonariuszy, zatrudniła w ich miejsce ratowników medycznych i tutorów oraz skierowała środki na projekty wzajemnej pomocy”. Jeśli tworzy się nowe instytucje wspólnotowe od podstaw – jak proponowano w miastach takich jak Minneapolis – można zaprojektować je dowolnie i zatrudnić ratowniczki medyczne, tutorów czy inne potrzebne osoby. Jednak w przypadku próby zarządzania już istniejącą (głęboko zakorzenioną i dobrze zorganizowaną) instytucją nie da się po prostu zwolnić całej kadry bez uzasadnienia.
Proponowany proces i charakter kontroli społecznej działają przeciwko głębszej zmianie. Komisja, której wyłącznym celem jest zarządzanie jednym publicznym departamentem, ma z natury charakter reformistyczny. Jej zadaniem nie jest pytanie społeczności o potrzeby ani pobudzanie wyobraźni do tworzenia nowych rozwiązań. Mandat takiej komisji polega na głębokim zaangażowaniu w funkcjonowanie departamentu policji — rasistowskiej i mizoginicznej formacji o charakterze paramilitarnym, historycznie wrogiej prawom człowieka — oraz przekształceniu jej w organizację świadczącą usługi na rzecz społeczności.
Nowi członkowie i członkinie rady musieliby poznać sposób działania departamentu policji, przejść odprawy z jego kierownictwem oraz towarzyszyć funkcjonariuszkom podczas patroli pieszych i zmotoryzowanych. Konieczne byłyby szkolenia dla rady i komisji, podręczniki wprowadzające, seminaria, analizy i wyróżnienia — wszystko poświęcone pogłębianiu relacji między policją a społecznością. Komisarze odpowiadaliby za budżet policji i musieliby rozważać potrzebę zwalniania szkodliwych funkcjonariuszy w zestawieniu z kosztami zatrudnienia i przeszkolenia ich następców.
Na tezę Chapmana można odpowiedzieć inaczej: „Nie można przejąć kontroli, jeśli najpierw się nie uratuje”. W momencie, gdy legitymizacja systemu policyjnego jest podważana jak nigdy dotąd, kontrola społeczna oferuje strategię ponownej stabilizacji departamentów policji i przekonania społeczności, by dały im kolejną szansę, aby stały się przeciwieństwem tego, czym zawsze były.
Cała praca organizacyjna, legislacyjna, szkoleniowa, wyborcza i edukacyjna oraz uczestnictwo niezbędne do powołania i utrzymania takich komisji oraz uzyskania społecznej akceptacji tworzyłyby nowe fakty dokonane, ustanawiając ostatecznie nową normę. Inwestowanie w te struktury i praktyki skłania do ograniczania wyobraźni do pytań takich jak: „Jakiej administracji policyjnej chcemy?” albo „Jak działa komisja społeczna?”. Jeśli odpowiedzi nie byłyby satysfakcjonujące, dostępnym rozwiązaniem byłby wybór nowych komisarzy. W ten sposób prorocza wyobraźnia masowych ruchów zostaje ściśnięta w bocznych kanałach systemu. To nie jest droga do zniesienia policji.
Realne kroki
Jakie konkretne możliwości stwarza strategia abolicji? Celem ruchu jest rozbrojenie i demontaż policji oraz równoczesne wzmacnianie kluczowych zasobów i systemów wsparcia w społecznościach. Strategia cięcia budżetu polega na przenoszeniu funduszy do społecznie użytecznych instytucji i likwidowaniu represyjnego i rasistowskiego rdzenia systemu.
To proces samonapędzający się. Z każdym krokiem społeczność doświadcza korzyści płynących ze skutecznych programów i realnie potrzebnych zasobów. Co najważniejsze, zaczyna się rozmontowywać zinternalizowaną zależność od policji, która powstaje przez jej kontrolę nad zasobami i monopol na podejmowanie działań w sytuacji kryzysu. Przekierowanie miliardów dolarów związanych w tym momencie z systemem policji i masowego więziennictwa (same wydatki na policję w Stanach wynoszą rocznie 100 miliardów dolarów) nie zaspokoi oczywiście wszystkich potrzeb społeczności. Stanowi jednak ogromny krok w stronę tej wizji i podważa utrwalone przekonania o tym, co jest możliwe, a co nie.
Jednym z zarzutów wobec abolicji jest twierdzenie, że skoro policja stanowi część szerszych systemów opresji, nie da się jej zlikwidować bez wcześniejszego zmierzenia się z tymi innymi systemami – dlatego większe szanse należy pokładać raczej w jej kontroli. Właśnie to ujawnia rzeczywistą siłę postulatu abolicji. Wychodząc od pilnej kwestii brutalności policji, szybko widać, że konieczne są zmiany o znacznie szerszym zasięgu. W obliczu nakładających się kryzysów dotykających nasze społeczności i cały świat, to dokładnie ten kierunek działania jest dziś potrzebny.
Taktyki i strategie
W odpowiedzi na postulaty abolicjonistyczne osoby popierające ideę kontroli społecznej ostrzegają, że nie można oczekiwać, iż system sam siebie będzie pozbawiał finansowania. To z pewnością prawda. Zwycięstwa wyrywa się systemowi poprzez masową walkę i organizowanie się, a nie przez pokładanie wiary w osoby u władzy. Każde takie zwycięstwo przekształca pole działania przed kolejnym etapem zmagań. Łącząc kwestie policji i masowego więziennitwa z mieszkaniami, zdrowiem, edukacją i samostanowieniem, abolicjonizm jednoznacznie wpisuje się w szerszą walkę o sprawiedliwość.
W istocie zarówno strategia abolicjonistyczna, jak i kontrola społeczna wymagają zaangażowania się w istniejący system. Kontrola społeczna korzysta z referendów, lobbingu wobec radnych miejskich oraz ustawodawstwa, co ma prowadzić do powołania komisji. Abolicjonistki wywierają presję na władze miejskie, by ucinały budżety policji i wspierały programy tworzone oddolnie. Obie formy działania mówią o zachęcaniu społeczności do wyobrażenia sobie lepszej przyszłości. My widzimy tę przyszłość jako bezpośrednie odejście od policji.
Komisje i rady przewidywane w modelu kontroli społecznej mogą zostać przekształcone, osłabione lub ostatecznie zlikwidowane przez te same organy władzy, które wcześniej je powołały. Skuteczne reformy mogą zostać zablokowane na poziomie stanowym lub federalnym. Gdy miasta w środkowo-zachodniej części Stanów zaczęły zakazywać budowy rurociągów i wydobycia metodą szczelinowania, legislatury stanowe uchwaliły przepisy odbierające im takie uprawnienia. Podobną taktykę trudniej byłoby zastosować wobec strategii cięcia finansowania, ponieważ ustalanie budżetów miejskich z natury należy do kompetencji władz lokalnych.
Potencjał abolicjonizmu do budowania ruchu społecznego ujawnił się tej zimy w Minneapolis. Tamtejsze grupy abolicjonistyczne zainicjowały stworzenie tak zwanego ‘Budżetu Ludowego’ [red. który można nazywać też budżetem obywatelskim lub społecznym], wzywając do inwestycji w mieszkalnictwo, zdrowie publiczne, grupy wzajemnej pomocy i działania z zakresu redukcji krzywd. Projekt budżetu został przedstawiony przy poparciu ponad osiemdziesięciu organizacji działających na rzecz sprawiedliwości rasowej, praw migrantów, praw pracowniczych, młodzieży, wspólnot religijnych, zdrowia publicznego, równości płci, praw osób z niepełnosprawnościami oraz środowisk artystycznych. Nie został przyjęty przez władze miasta (nikt nie zakładał, że tak się stanie), jednak kampania doprowadziła do zmniejszenia budżetu policji o osiem milionów dolarów w ramach poprawki ‘Bezpieczeństwo dla wszystkich’ (ang. ‘Safety for All’).
Dla osób zaangażowanych w działania kluczowym pytaniem nie jest czy angażować się w struktury władzy w trakcie walki, ani nawet czy wysuwać postulaty pośrednie? Pytanie brzmi: czy walczymy o cel, który warto wygrać?
Wpływ jest odczuwalny
Abolicja czy też zniesienie policji i więzień to idea radykalna, wymagająca zmiany wyobrażeń o tym, co jest możliwe. Taki ogień trudno rozpalić, lecz gdy już się tli, jeszcze trudniej go ugasić. Ruch abolicjonistyczny ma już na koncie znaczące zwycięstwa. W ciągu ostatniego roku wiele miast, jak m.in. Minneapolis, Seattle, Austin, Nowy Jork, Los Angeles, San Francisco, Waszyngton, Portland, Baltimore i Filadelfia, przyjęło wyraźne cięcia budżetów policji, zredukowało liczbę etatów funkcjonariuszy w celu ograniczenia kontaktu społeczności z policją oraz utworzyło lub zwiększyło finansowanie alternatyw niezwiązanych z policyjnym reagowaniem. W listopadzie wyborcy w Los Angeles zatwierdzili wymóg przeznaczania dziesięciu procent głównego miejskiego funduszu na usługi społeczne i alternatywy wobec uwięzienia, zamiast na więzienia i policję. W niektórych miastach, takich jak Oakland i Portland, rozwiązano całe jednostki. Okręgi szkolne i uniwersytety zaczęły zrywać współpracę z departamentami policji w odpowiedzi na wieloletnie działania organizacyjne wzmocnione przez uliczne wystąpienia.
Część z tych decyzji to działania obronne, jakich można się spodziewać po instytucjach postawionych w defensywie. Niektóre próbują zyskać na czasie, licząc na ponowne umocnienie obecności policji lub prywatnych firm ochroniarskich. Sam fakt, że odczuwają taką potrzebę, świadczy o sile oddziaływania ruchu. W innych przypadkach presja ze strony ulicy wywołała wewnętrzne spory i refleksję. Wszystko to stało się możliwe dzięki poszerzeniu naszego kolektywnego poczucia tego, co możliwe. Jeszcze niedawno istnienie policji traktowano jako oczywistość. Dziś stało się przedmiotem kontrowersji. Abolicja, jeszcze kilka lat temu odrzucana jako mrzonka, inspiruje obecnie kampanie organizacyjne, badania oraz rozwój i rozszerzanie alternatywnych rozwiązań.